( Z cyklu: " Wołanie z głębin celibatu", czyli głośna modlitwa Kamila rozstającego się  z  K).

 

       Będę sam niósł i to rozstanie!

       Dobra wtedy Ciebie, nie mnie zawołała.

       Czy przebaczysz mi, o, Miłosierny?!

       Wszak ona obu nas pokochała.

 

       Za rękę ją wiodłem do Ciebie

       i ona Ciebie i mnie pokochała,

       więc nie spraw, by teraz  płakała-

      Ojcze, któryś jest w  Niebie !

 

      Już wychodzi nam na powitanie -

      Ta długa, przyszła tęsknota,

      gdy oddalony będę jej wierny

      i drogi nasze się rozplotą.

 

      Smiertelnie jej spragniony,

      ze źródła upiłem łyków niewiele

      i nie grzmisz - panie, żem potępiony?

 -   Krzyżem leżałem w kościele...

 

     Wbrew swoim chęciom gorącym,

     nie obsypałem pieszczotą ciała,

     nie całowałem ust jej drżących,

     by moja dobra nie cierpiała,

     w długiej - na zawsze - rozłące.

 

    Jestem, moja dobra - silniejszy od Ciebie,

    więc będę sam niósł i to rozstanie,

    bo widzi Ten, który jest w Niebie,

    jakie są moje Miłowania.

 

    Ufnie wołam do pana mego:

    Włóż na me barki - Panie, wszystko, co unieść zdołam!

    Wszystkie i Dobrej ciężary, 

    bym niósł i to rozstanie.

    Wszak święte są Twe zamiary.

 

   Nie obsypałem pieszczotą ciała,

   nie całowałem ust jej drżących,

   więc spraw - Boże, by nie cierpiała

   i zapomniała -

-  czas niespełnień wrzących...